Zdecydowanie i chociaż nie jest to ból fizyczny, to obawiam się, że jest gorszy od doznań cielesnych. Ten wewnątrz nas zostaje i utrzymuje się długo wzmacniając się.
Czy jest więc lek na miłość?
Niektórzy powiadają, że czas leczy rany - owszem ale jest to proces czasochłonny. Można leczyć miłość - miłością. Ale czy to będzie miłość czy desperackie szukanie ratunku?
Jestem właśnie tą osobą, która szukała ratunku i nie wyszła na tym dobrze. Dlaczego? Chociażby dlatego, że na zewnątrz pokazywałam siebie ze strony niezdartej emocjonalnie, a wewnątrz drżałam na myśl o zranieniu. Jestem osobą - niestety - bardzo uczuciową i to jest chyba moja największa wada. Po mojej Pierwszej miłości - która zraniła mnie w najdotkliwszy sposób i to nieszczęsne trzy razy - przyszła kolej na ratunek. Ratunek polegał na zapomnieniu o starej miłości i spowodowaniu tak zwanej zazdrości. Jak na Tym wyszłam?
Nie jestem bez winy.
Jeżeli kiedykolwiek dojdzie do rozstania z Trzecim - poszukam faceta dojrzałego, który doceni stałą miłość. Nie będę zważać na wiek - przecież to uczucia są najważniejsze.
może i nie jesteś bez winy, ale to normalne, że szukasz czegoś, co przyniesie Ci ukojenie.
OdpowiedzUsuńNie dowiedziałabyś się, że to nie działa, gdybyś tego nie sprawdziła. A może działa tylko "kolejny" hmm... nie był znów odpowiedni?
OdpowiedzUsuńcoś o tym wiem...a uczucia... czasem wydaje mi się, że lepiej jakby ich nie było, a czasem chciałabym je tak naprawdę czuć, to i tamto...
OdpowiedzUsuńmiłość nie zawsze boli, zależy jak się trafi i na kogo.
OdpowiedzUsuń